#FranciszkańskieZamyślenie [12]: O oswajaniu wilków
„Kiedy święty Franciszek bawił w mieście Gubbio, zjawił się w okolicy ogromny wilk, straszny i dziki, który pożerał nie tylko zwierzęta, lecz i ludzi, tak że wszyscy mieszkańcy w wielkim żyli strachu, jako że często podchodził pod miasto. Wychodząc z miasta, wszyscy brali broń z sobą, jak gdyby szli do bitwy. Mimo to kto z nim sam na sam się spotkał, nie mógł mu się ochronić. Ze strachu przed tym wilkiem doszło do tego, że nikt nie ważył się za miasto wychodzić” – czytamy w „Kwiatkach Świętego Franciszka”.
Święty Franciszek nie wystraszył się wilka. Poszedł do niego i zaproponował mu zawarcie pokoju z ludźmi. „Bracie wilku, skoro postanawiasz zawrzeć i dzierżyć pokój, przyrzekam ci, że skłonię ludzi z tej okolicy, by żywili cię, dopóki żyć będziesz, tak że nie doznasz już głodu. Wiem bowiem, że skutkiem głodu popełniłeś zło wszelkie” – powiedział do niego. I jak powiedział, tak uczynił. A wilk zaprzyjaźnił się z mieszkańcami miasta.
Opowieść o oswojeniu wilka z Gubbio to jedna z najpopularniejszych historii o Biedaczynie z Asyżu. To m.in. umiejętność „dogadania się” z wilkiem z zapewniła Franciszkowi opinię świętego od zwierząt, patrona ekologii. I zazwyczaj w tym miejscu kończy się ten temat. Ale ja chcę dziś zaprosić Was do wejścia w tę historię dużo głębiej, ponieważ ona odsłania przed nami kolejne oblicze duchowości franciszkańskiej i może być dla nas wskazówką w życiu codziennym.
Spójrzmy dziś na wilka z Gubbio jako na metaforę naszych życiowych wilków – lęków. Czasami boimy się jakichś sytuacji, innym razem ludzi. Boimy się, bo szczerzą na nas swoje zęby, zdają się kąsać słowami. Współczesny świat nazwie to toksycznością. Każdy z nas trafił chyba na takiego wilka. Zdarza się, że ze strachu przed nim unikamy pewnych miejsc, żeby go nie spotkać. Unikamy konfrontacji, rozmowy, schodzimy z drogi, aby ochronić siebie. Albo wymyślamy zawczasu najgorsze scenariusze, odpowiedzi, które mają odbić piłeczkę…
Teraz spójrzmy na św. Franciszka, bo właśnie tu zaczyna się najciekawsza część tej historii.
Św. Franciszek nie „pokonał” wilka. Nie przepędził go, nie zranił, nie udowodnił swojej siły. On zrobił coś o wiele trudniejszego — wyszedł mu naprzeciw – bez lęku i spróbował go zrozumieć.
Zobaczył więcej niż kły.
Zobaczył głód.
To zdanie: „Wiem bowiem, że skutkiem głodu popełniłeś zło wszelkie” zmienia wszystko. Franciszek nie usprawiedliwia zła, ale próbuje dotrzeć do jego źródła. Nie zatrzymuje się na tym, co powierzchowne i przerażające. Schodzi głębiej.
I może to jest dla nas najważniejsza wskazówka.
Bo nasi „wilcy” — ludzie trudni, raniący, toksyczni — bardzo często też są głodni.
Nie zawsze chodzi o jedzenie. Częściej o uwagę, akceptację, poczucie bezpieczeństwa, bycie wysłuchanym. Ich ostre słowa, złość, agresja — to często tylko forma obrony. Mechanizm, który zaczął się od tego, że miał ich chronić.
Nie znaczy to oczywiście, że mamy pozwalać się ranić. Franciszek też zawarł pewien „układ” — wilk przestaje krzywdzić, ludzie przestają go odrzucać. To była relacja oparta na stawianiu granic i braniu odpowiedzialności.
I to jest kolejna ważna lekcja.
Oswajanie „wilków” nie polega na tym, żeby się poświęcić i wszystko znosić.
Polega na odwadze spotkania — ale też na mądrym stawianiu granic.
Czasem naszym „wilkiem” nie jest drugi człowiek, ale sytuacja. Coś, czego boimy się na zapas. Rozmowa, którą odkładamy. Decyzja, przed którą uciekamy. Nowe miejsce, w którym czujemy się obco.
Uciekamy, tak jak mieszkańcy Gubbio — uzbrojeni w swoje mechanizmy obronne, unikający wyjścia „za mury”.
Święty Franciszek uczy nas tego, żeby wyjść.
Nie z brawurą. Nie z naiwnością.
Ale z ciekawością i gotowością zobaczenia więcej.
Może za tym lękiem też kryje się jakiś „głód”?
Może coś w nas domaga się uwagi, zmiany, zatrzymania?
I jeszcze jedno.
Franciszek nazwał wilka „bratem”.
To chyba najtrudniejsze.
Zobaczyć w tym, co nas przeraża — coś, co jest częścią tej samej rzeczywistości. Co nie jest tylko wrogiem, ale czymś, co można spróbować oswoić. Czymś bratnim.
Może więc dziś warto zadać sobie pytanie:
Jaki jest mój wilk?
I czy jestem gotowy zrobić pierwszy krok w jego stronę — nie po to, żeby z nim walczyć, ale żeby spróbować go zrozumieć?
Bo czasem największy cud nie polega na tym, że wilk znika.
Ale na tym, że przestaje być groźny.
Paulina Wysocka
ZOBACZ TEŻ:
1. #FranciszkańskieZamyślenie [1]: „Póki mamy czas, czyńmy dobrze!” Franciszkańska lawina dobra
2. #FranciszkańskieZamyślenie [2]: Ewangelia głoszona życiem
3. #FranciszkańskieZamyślenie [3]: Franciszkańskie ubóstwo dla każdego
4. #FranciszkańskieZamyślenie [4]: Być narzędziem pokoju
5. #FranciszkańskieZamyślenie [5]: O franciszkańskim poczuciu wartości
6. #FranciszkańskieZamyślenie [6]: Dobro, które nie szuka oklasków
7. #FranciszkańskieZamyślenie [7]: Nie mam nic, dlatego mam wszystko
8. #FranciszkańskieZamyślenie [8]: Mniej narzekania, więcej życzliwości
9. #FranciszkańskieZamyślenie [9]: Dwie łaski zmieniające życie
10. #FranciszkańskieZamyślenie [10]: Franciszku, dlaczego za Tobą? O pokorze, która zmienia wszystko
11. #FranciszkańskieZamyślenie [11]: Franciszkańska prostota (głupota?)

