#FranciszkańskieZamyślenie [13]: Tajemnica szczęścia, czyli traktat o radości doskonałej

Usłyszałam ostatnio zdanie, które zburzyło mój spokój: Im więcej mamy, tym bardziej jesteśmy nieszczęśliwi.

Każdy z nas poszukuje szczęścia, stara się je odnaleźć, uchwycić, dogonić. Choć właściwie może nie do końca wie, czym ono jest.

Współczesny świat – świat dobrobytu – pozwolił nam uwierzyć, że aby osiągnąć szczęście, musimy: MIEĆ piękny dom, drogi samochód, markowe ubrania, PODRÓŻOWAĆ do egzotycznych krajów, spędzać wakacje w apartamentach, ZDOBYWAĆ nowe umiejętności, tytuły, dyplomy, sukcesy, lajki i subskrypcje. Jednak okazuje się, że ludzie, którzy dogonią tak opisane szczęście – trafiają do psychologa z poczuciem pustki.

Oczywiście to duże uproszczenie. A jednak coś w nim jest…

Żyjemy lepiej niż królowie na dworach 200 lat temu – mamy ciepłą wodę, jedzenia pod dostatkiem, ubrań pełną szafę, szybki dojazd w potrzebne miejsca, dostęp do wiedzy i informacji w kieszeni…

Ale nie mamy szczęścia…

TRAKTAT O RADOŚCI DOSKONAŁEJ [FRAGMENT]

„Św. Franciszek zawołał brata Leona i powiedział: „Bracie Leonie, pisz”. Ten odpowiedział: „Jestem gotów”. Pisz – rzecze – czym jest prawdziwa radość. Przybywa posłaniec i mówi, że wszyscy profesorowie z Paryża wstąpili do zakonu; napisz to nie prawdziwa radość. Że tak samo uczynili wszyscy prałaci z tamtej strony Alp, arcybiskupi i biskupi, również król Francji i Anglii; napisz, to nie jest prawdziwa radość. Tak samo, że moi bracia poszli do niewiernych i nawrócili wszystkich do wiary; że mam od Boga tak wielką łaskę, że uzdrawiam chorych i czynię wiele cudów; mówię ci, że w tym wszystkim nie kryje się prawdziwa radość.

Lecz co to jest prawdziwa radość?

Wracam z Perugii i późną nocą przychodzę tu, jest zima i słota, i tak zimno, że u dołu tuniki zwisają zmarznięte sople i ranią wciąż nogi, i krew płynie z tych ran. I cały zabłocony, zziębnięty i zlodowaciały przychodzę do bramy; i gdy długo pukałem i wołałem, przyszedł brat i pyta: Kto jest?. Odpowiedziałem: Brat Franciszek. A ten mówi: Wynoś się; to nie jest pora stosowna do chodzenia; nie wejdziesz. A gdy ja znowu nalegam, odpowiada: Wynoś się; ty jesteś [człowiek] prosty i niewykształcony. Jesteś teraz zupełnie zbyteczny. Jest nas tylu i takich, że nie potrzebujemy ciebie. A ja znowu staję przy bramie i mówię: Na miłość Bożą, przyjmijcie mnie na tę noc. A on odpowiada: Nic z tego. Idź tam, gdzie są krzyżowcy i proś. Powiadam ci: jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota, i zbawienie duszy.”

(Kwiatki Świętego Franciszka)

CZEGO UCZY NAS ŚWIĘTY FRANCISZEK?

Święty Franciszek prowadzi nas do wniosku, który nie jest ani łatwy, ani wygodny. Pokazuje, że prawdziwa radość nie rodzi się z tego, co posiadamy, ani z tego, co osiągamy. Nie zależy od uznania innych, od powodzenia, ani nawet od wielkich duchowych sukcesów. Ale jednocześnie — i to może być jeszcze trudniejsze do przyjęcia — nie znika wtedy, gdy spotyka nas odrzucenie, chłód, niesprawiedliwość czy cierpienie.

Radość doskonała nie jest nagrodą za dobre życie. Jest owocem wewnętrznej wolności.

Franciszek mówi nam: możesz być szczęśliwy nawet wtedy, gdy świat mówi ci „nie jesteś potrzebny”. Możesz zachować pokój, kiedy ktoś cię nie rozumie, odrzuca albo rani. Możesz nie utracić siebie — nawet wtedy, gdy wszystko wokół zdaje się sprzeciwiać twoim oczekiwaniom.

To nie oznacza, że mamy przestać pragnąć dobra, rozwoju czy relacji. To znaczy coś znacznie głębszego — że nasze „być” nie może zależeć od tego, co przychodzi z zewnątrz.

Bo jeśli nasze szczęście zależy od okoliczności, to zawsze będzie kruche.

Święty Franciszek zaprasza nas do innego sposobu życia: do zakorzenienia się w czymś, czego nie można nam odebrać.
W cierpliwości, która nie jest słabością, ale siłą.
W pokoju serca, który nie jest obojętnością, ale zgodą na rzeczywistość.
W miłości, która nie potrzebuje potwierdzenia, bo ma swoje źródło w Bogu.

Prawdziwa radość zaczyna się tam, gdzie kończy się walka o to, by wszystko było „po naszej myśli”.

Może dlatego tak trudno ją znaleźć w świecie, który nieustannie mówi nam, że jeszcze czegoś nam brakuje.

A Franciszek — stojący w zimnie, odrzucony u progu własnego domu — pokazuje, że niczego już nie trzeba dodawać.

Bo wszystko, co najważniejsze, już tu jest.

Paulina Wysocka


ZOBACZ TEŻ:
1. #FranciszkańskieZamyślenie [1]: „Póki mamy czas, czyńmy dobrze!” Franciszkańska lawina dobra
2. #FranciszkańskieZamyślenie [2]: Ewangelia głoszona życiem
3. #FranciszkańskieZamyślenie [3]: Franciszkańskie ubóstwo dla każdego
4. #FranciszkańskieZamyślenie [4]: Być narzędziem pokoju
5. #FranciszkańskieZamyślenie [5]: O franciszkańskim poczuciu wartości
6. #FranciszkańskieZamyślenie [6]: Dobro, które nie szuka oklasków
7. #FranciszkańskieZamyślenie [7]: Nie mam nic, dlatego mam wszystko
8. #FranciszkańskieZamyślenie [8]: Mniej narzekania, więcej życzliwości
9. #FranciszkańskieZamyślenie [9]: Dwie łaski zmieniające życie
10. #FranciszkańskieZamyślenie [10]: Franciszku, dlaczego za Tobą? O pokorze, która zmienia wszystko
11. #FranciszkańskieZamyślenie [11]: Franciszkańska prostota (głupota?)
12. #FranciszkańskieZamyślenie [12]: O oswajaniu wilków