Płyta Tygodnia: Irena Santor – Zakochana w śnie

Płyta Tygodnia 49/2025 ( 8 – 14 grudnia )

Wykonawca: Irena Santor
Tytuł: Zakochana w śnie

To był maj ‘73, pachniała Saska Kępa, a w studiach Polskiego Radia Irena Santor nagrała kilka piosenek, które specjalnie dla niej – piosenkarki nigdy wcześniej, i nigdy później, nie kojarzonej z jazzem – na jazzową orkiestrę zaaranżował Jan Ptaszyn Wróblewski.
Efekty tego spotkania – i kolejnego, późniejszego o kilka miesięcy – przez ponad pół wieku cze kały na odnalezienie w archiwach Polskiego Radia. Odkryto je, jak to zwykle bywa, przypadkiem, przy okazji kompletowania repertuaru na jubileuszowy, winylowy album zatytułowany po prostu „Irena Santor”, nawiasem mówiąc, bestsellerowy.

„W latach 60. i 70. muzyka powstawała głównie na zamówienie radia, z myślą o stałym zasi laniu programu, w którym dominowały polskie utwory. Polskie Nagrania z różnych powodów nie zawsze były zainteresowane wydawaniem wszystkiego, więc po jednej czy dwóch emisjach taśmy trafiały do archiwum. Pracowaliśmy jak w fabryce piosenek: szybko i profesjonalnie. Orkie- stra rejestrowała swoją partię wcześniej albo, jeśli aranżacja na to pozwalała, akompaniowała mi na żywo, kiedy na drugim końcu studia śpiewałam jedną, dwie, góra trzy wersje. A potem następną piosenkę i następną…”.

Według serwisu Discogs, największej na świecie, a i tak niekompletnej, bazy informacji o fono gramach w każdej postaci, dorobek Ireny Santor obejmuje dwadzieścia siedem albumów długo- grających oraz czterdzieści osiem singli i maksisingli. Jej głos słychać też na trzydziestu dwóch składankach oraz pięćdziesięciu sześciu wydawnictwach eufemistycznie zwanych „różnymi”, czyli, najczęściej, szalenie popularnych w PRL pocztówkach dźwiękowych mar- nej jakości. W samych tylko latach 70. ukazało się dziewięć longplayów z nazwiskiem Ireny Santor na okładce! Któż mógłby prosić o więcej? Gdyby jednak poprosił, zamiast z sensa- cyjnym odkryciem, dziś mielibyśmy do czynienia z wielokrotnie wznawianym klasykiem.

Ośmiu starych-nowych piosenek Irena Santor pierwszy raz posłuchała w listopadzie 2024 r., kilka tygodni przed miłym zamieszaniem związanym z jej 90. urodzinami: wzruszona, w skupie niu, siedząc z zamkniętymi oczami przy stole w salonie swojego mieszkania w bloku w centrum Warszawy. Do odtwarzacza trafiła płyta CD-R z surowym materiałem, który dopiero później mistrz konsolety Tadeusz Mieczkowski miał cyfrowo dostosować do współczesnych standardów. Przy mykając ucho na niedoskonałość dźwięku skopiowanego z archiwalnych taśm, pani Irena – nie- zmiennie obdarzona wyśmienitym słuchem – skupiła się na tym, co dla niej najważniejsze: czy utwory napisane przez autorsko-kompozytorską elitę (Osiecka! Wasowski! Korzyński!) zaśpie- wała na tyle dobrze, by w ogóle zgodzić się na ich publikację. Album, który trzymają Państwo w rękach, jest dowodem na to, że bezlitosna autokolaudacja przebiegła pomyślnie. No i jedno Santor wiedziała od razu: tytuł balladowego walczyka skompo- nowanego przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego będzie też tytułem albumu .

„Współpracę z Ptaszynem i jego wspaniałymi muzykami wspominam ze wzruszeniem i dumą! Ileż ja się od nich nauczyłam! Jakież to było inne! Niezwykłość naszych okołojazzowych pio senek polegała m.in. na tym, że nikt nie wymagał ode mnie, żebym śpiewała jazz. Oni grali po swojemu, a ja śpiewałam w moim stylu i jakoś to wszystko się ze sobą ładnie splotło.”

Studio Jazzowe Polskiego Radia, z którego Ptaszyn zrekrutował muzyków stanowiących trzon tej orkiestry, było zespołem unikalnym w skali europejskiej. Powstało w roku 1968 (i istniało niespełna dekadę), a więc w czasie dla polskiego jazzu z jednej strony fenomenalnym, gdy cho dzi o poziom artystycznych osiągnięć, a z drugiej – niezwykle trudnym, gdy uwaga masowej publiczności skupiona była już gdzie indziej. Dlatego Ptaszyn – saksofonista, lider, kompozytor, aranżer, dyrygent, dziennikarz – zwykł był trzymać za ogon dwie, trzy, a nawet cztery sroki. Studio Jazzowe było jego poligonem, warsztatem i magazynem: konfiguracji personalnych, konwencji i pomysłów. No i akompaniowało wokalistom, choć wtedy, przeważanie, nie pod swoim dumnym szyldem, transformując się z eksperymentalnego big bandu w rozrywkowy kombajn, zasilony etatowymi muzykami Polskiego Radia w Warszawie, dla których granie „prostych” piosenek było odskocznią od jak najbardziej poważnej pracy symfonicznej pod batutą Stefania Rachonia. Le- gendarny dyrygent patrzył zaś na te stylistyczne transfery z życzliwością, bo to przecież właśnie on i jego znakomita orkiestra towarzyszyli Irenie Santor, gdy w 1960 r., krótko po odejściu z Mazowsza i u progu olśniewającej kariery solowej, nagrywała w studiach Polskiego Radia swój przebój nad przebojami: walc „Embarras”. Tutaj naprawdę wszyscy byli sami swoi.

Pożółkłe partytury piosenek przechowywane są w radiowej Nutotece. Poza adnotacjami o płat nościach dokonanych gotówką, nie ma w nich nic nadzwyczajnego: ot, schludnie zapisane przez kopistę rzędy pięciolinii z odręcznymi, roboczymi uwagami dyrygenta. Jeśli przewidziane zostało instrumentalne solo, nie ma informacji, kto miałby je zagrać. Tylko: tenor sax, alto sax, piano, rhodes piano, itp., itd. Trudno jednak mieć wątpliwości, że to ta sama Ptaszynowa kompania, którą znamy z kanonicz- nych płyt serii „Polish Jazz”. Jedna nuta – i wiadomo, na czyich skrzydłach przyleciała, a frazy Ptaszyna nie można nie rozpoznać nawet przez sen w noc zakochania. Największa z wielkich dam polskiej piosenki i polscy jazzmani. Powietrze gęste od piękna i talentów. Chwilo, trwaj.

Płyta Tygodnia w Radiu Niepokalanów codziennie o godz. 8 i 17 ♪♪♪