play_arrow

keyboard_arrow_right

Listeners:

Top listeners:

skip_previous skip_next
00:00 00:00
chevron_left
volume_up
  • cover play_arrow

    Radio Niepokalanów Z Niepokalanowa, jak chciał św. Maksymilian

  • cover play_arrow

    1 kwietnia 2022 – co dziś na antenie? Radio Niepokalanów

Wiadomości

Aresztowanie św. Maksymiliana – wspomnienia br. Pelagiusza

today2025-02-17

Tło

W poniedziałek 17 lutego 1941 r. wstaliśmy w Niepokalanowie rano o godzinie 5-tej. Zebraliśmy się jak zwykle na codzienne rozmyślanie o 5.30, by wypełnić obowiązek rozmyślania i tak duchowo wzmocnić się na przeżycia dnia.

Ojciec Maksymilian jak to zwykle był czynił często, a w ostatnich dniach prawie codziennie, nie zaczynał czytać treści rozmyślania z żadnej książki, lecz skupiał się w sobie i przemawia do nas z wnętrza swej duszy. Jego mowa dziś jest jakaś szczególna, pełna wzruszeń.

Wyczuwamy to prawie wszyscy, że coś głęboko przeżywa, on sam też nie ukrywa tego. Już od kilkunastu dni mówi o możliwym i nawet koniecznym rozstaniu (…) Otrzymał bowiem tajną wiadomość, że może być aresztowany (…)

(…) Ojciec Maksymilian rozpoczął codzienną pracę w swojej klasztornej celi, gdzie miał biurko i załatwiał sprawy jako przełożony klasztoru i dyrektor zakładów pracy. W tym dniu ojciec Maksymilian zamierzał – jak zeznaje br. Arnold Wędrowski – napisać artykuł o stosunku Niepokalanej do Trójcy Przenajświętszej. Przywołał dlatego zaraz po godzinie ósmej jego jako piszącego na maszynie, by mu właśnie dyktować treść na ten temat.

W czasie tej pracy zadzwonił od furty klasztornej br. Iwo Achtelik i zawiadomił ojca Maksymiliana, że przyjechały dwa samochody żandarmerii niemieckiej i weszli na teren Niepokalanowa. Była godzina 9.45, jak to podają w zeznaniach wymienieni świadkowie.

Ojciec Maksymilian na te wiadomość odpowiedział swoim zwykłym „Dobrze dziecko!”, odłożył słuchawkę, włożył na ramiona serdak, wziął zimową czapkę i wyszedł na spotkanie przybyszów. Spotkał ich jakieś 50 m od budynku, w którym znajdowała się jego cela i miejsce pracy. Obserwowałem to przez okno z pobliskiej celi.

Żandarmi wyszli z pomieszczenia działu łączności, gdzie – jak zeznaje br. Manswet Marczewski i Br. Marceli Pisarek – zapytywali się o miejsce pracy i zamieszkania przełożonego Niepokalanowa. Ojciec Maksymilian wyszedł naprzeciw przywitał ich na drodze i idąc na przedzie z komendantem prowadził ich do swojego mieszkania. Gdy przybyli, ojciec Maksymilian zlecił Br. Rufinowi Majdanowi, sekretarzowi osobistemu, by przywołał o. Antonina Bajewskiego, drugiego wikariusza. Ojciec Bajewski znał bowiem dobrze język niemiecki i o. Maksymilian chciał, by mu towarzyszył przy rozmowie. Przybył o .Antonin. Wkrótce też przyszedł – jak on sam zeznaje – br. Iwo Achtelik, sądząc, że jego znajomość języka niemieckiego przyda się w rozmowie, ale zauważywszy, że jest już o. Antonin Bajewski wyszedł.

Gestapowcy – boć oni to przybyli, by przeprowadzić aresztowanie – zarzucili najpierw o. Maksymilianowi, że prowadzi w Niepokalanowie nielegalną szkołę. O. Maksymilian zaprzeczył temu wyjaśniając, że wprawdzie bracia dokształcają się w rzemiosłach i kilku kleryków uzupełnia studia seminaryjne przerwane wydarzeniami wojennymi, ale jest to uczenie się prywatne, domowym sposobem i nie można tego uważać za szkołę, bo w istocie nie jest szkołą.
Dalej zapytywali czym zajmuje się, jaką wykonuje pracę taka ilość zakonników. /Było nas wówczas 268/ Ojciec Maksymilian w krótkich słowach opowiedział im o naszej pracy, nadmienił też, że może im pokazać tę pracę i sami zobaczą co robimy.

Później zażądali przywołania ojców: Justyna Nazima, Urbana Cieślaka i Plusa Bartosika. Wyrazili też chęć zwiedzenia działów pracy. Wyszli z mieszkania o. Maksymiliana zwiedzać działy pracy. W mieszkaniu pozostał tylko o. Urban Cieślak i jeden z gestapowców już go pilnował.
Gdy oglądnęli pracę w działach i powrócili, komendant tej grupy oznajmił, że ojciec Maksymilian i wezwani – wymienieni wyżej kapłani zostaną zawiezieni na zeznania do Warszawy.

Ojcowie zdawali sobie sprawę, co to wówczas znaczyło i rozumieli, że są aresztowani. Komendant zapytał jeszcze o. Maksymiliana, kto mógłby w miejsce jego spełniać obowiązki przełożonego klasztoru i zakładów pracy. Ojciec Maksymilian odpowiedział, że o. Jerzy Wierdak i na żądanie komendanta polecił br. Rufinowi Majdanowi przywołać o. Jerzego Wierdaka. Gdy ten przybył – jak to sam później opowiadał – komendant rzekł do niego: – „Będziesz teraz przełożonym klasztoru i masz pilnować, żeby wszystko było w porządku, ty będziesz królem”. Oczywiście nie było możności sprzeciwu.

Było już dobrze po godzinie jedenastej, gdy wychodzili z mieszkania ojca Maksymiliana, by udać się do samochodów. Ojciec Maksymilian – jak zeznaje br. Rufin Majdan – wrócił się jeszcze do celi z korytarza, by ubrać się w płaszcz. Br. Rufin, sekretarz osobisty, wyraził mu żal z powodu aresztowania Go. Ojciec Maksymilian spojrzał na niego i powiedział: „Nic, nic, drogie dziecko, Niepokalana będzie się wami opiekować!” Udzielił mu błogosławieństwa i szybko odszedł, bo gestapowcy już niecierpliwie na Niego czekali.

Tuż przed wyjściem na ulicę, podszedł do o. Maksymiliana br. Arnold Wędrowski – jak on sam zeznaje – ubrany w płaszcz i trzymając czapkę w ręku oznajmił, że chce z nim pojechać. Ojciec Maksymilian skierował jego prośbę do komendanta. Komendant zapytał ile ma lat, gdy padła odpowiedź – dwadzieścia dwa, nie zgodził się na to, by z aresztowanymi pojechał. Br. Rufin – jak zeznaje – spostrzegł, że już pora obiadowa się zbliża, a aresztowani nic od śniadania nie jedli, chciał im coś dać do jedzenia na drogę. Wrócił do celi ojca Maksymiliana wziął jego podręczną teczkę udał się do kuchni i włożył do niej chleba i trochę masła. Wychodząc spotkał mnie i prosił bym tą teczkę wręczył jeszcze ojcu Maksymilianowi. Zdążyłem jeszcze za odchodzącymi przy furcie gdzie stały samochody. Ojcowie i żandarmi już wsiadali do nich.

Ojciec Maksymilian już siedział w samochodzie, uchylił szybę w oknie samochodu i przez ten otwór podałem Mu teczkę. Samochody ruszyły a ojciec Maksymilian żegnając nas stojących obok podniósł rękę, zapewne nas błogosławiąc.

Pamiętam obecność i o. Jerzego Wierdaka, br. Iwona Achtelika. Być może byli jeszcze inni mieszkańcy klasztoru, gdyż przeżywaliśmy to aresztowanie głęboko, dotykało ono bowiem w pewien sposób nas wszystkich. Odjechali – aresztowani, już w to nie wątpiliśmy, a co szło za tym faktem mogliśmy wówczas przypuszczać. Nie był to wprawdzie wtenczas odosobniony wypadek na terenie okupowanej Polski, dla nas jednak w Niepokalanowie dzień 17 lutego 1941 r. stał się i pozostanie na zawsze pamiętnym. W tym bowiem dniu aresztowanie dotknęło szczególnie nam bliskich, z klasztoru zabrano pięciu kapłanów a wśród nich ojca Maksymiliana – rozstaliśmy się z Nim na tej ziemi na zawsze.

***
Wspomnienie br. Pelagiusza Popławskiego (fragm.)
za: niepokalanow.pl – całość dostępna tutaj: http://niepokalanow.pl/…/historia-archiwum/pamietny-dzien

Napisane przez: Radio Niepokalanów


Rozmiar tekstu

Wygląd