#FranciszkańskieZamyślenie [9]: Dwie łaski zmieniające życie

„O, Panie mój, Jezu Chryste, proszę Cię, byś mi uczynił dwie łaski, zanim umrę: pierwszą, bym za życia uczuł w duszy i w ciele moim, o ile można, tę boleść, którą Ty, słodki Jezu, wycierpiałeś w godzinie męki. Drugą, bym uczuł w swoim sercu, o ile można, tę miłość niezmierną, którą Ty, Syn Boży, tak zapłonąłeś, że ochotnie zniosłeś mękę za nas grzeszników”.

To modlitwa św. Franciszka z Asyżu, która jest niezwykle odważna. Prosi nie o łatwe życie, nie o powodzenie, ale o doświadczenie dwóch rzeczy: cierpienia Chrystusa i Jego miłości. To dwie lekcje, które są szczególnie ważne w czasie wielkanocnym — ale tak naprawdę dotyczą całego naszego życia.

Pierwsza prośba uczy nas, że cierpienie nie musi być puste. Franciszek nie szuka bólu dla samego bólu, ale chce go zrozumieć, przeżyć w jedności z Jezusem. To zaproszenie także dla nas: aby naszych trudów, zmęczenia, rozczarowań czy małych codziennych ofiar nie traktować jak czegoś bez sensu. Każde z nich może stać się modlitwą, jeśli oddamy je Bogu. Nic nie musi się zmarnować. Nawet najmniejszy wysiłek. Przeżyty z miłością, ma wartość większą, niż nam się wydaje. Każde, nawet najmniejsze cierpienie – fizyczne czy duchowe – może być oddane Jemu, złączone z Jego męką. Nic nie musi się zmarnować. W świecie, który ucieka od cierpienia za wszelką cenę, to bardzo trudna, ale i wyzwalająca perspektywa: moje życie, także to, co boli, ma wartość.

Druga prośba jest jeszcze głębsza. Franciszek chce poczuć miłość, która stoi za męką Chrystusa. Bo krzyż bez miłości jest tylko cierpieniem. Ale krzyż przeżyty jako akt miłości — staje się zbawieniem. To właśnie ta prawda zmienia wszystko: Jezus nie umarł „ogólnie za świat”. Umarł za mnie. Bo mnie kocha.

I jeśli naprawdę to zrozumiem — choćby trochę — nie mogę już żyć tak samo.

Nie jestem przypadkiem. Nie jestem bezwartościowy. Jestem kochany — aż do końca. A skoro tak, to moje życie powinno zacząć odpowiadać na tę miłość. Żyć inaczej. Żyć pełniej. Żyć z nadzieją, która nie kończy się na krzyżu, ale prowadzi do zmartwychwstania.

Może właśnie o to chodzi w tej modlitwie Franciszka — nie tylko, by coś poczuć, ale by pozwolić, żeby to doświadczenie przemieniło całe nasze życie.

Jeśli naprawdę pozwolę, by ta prawda dotarła do mojego serca, nie mogę już żyć tak jak wcześniej. Bo skoro jestem kochany tak bardzo, to moje życie ma sens, ma wartość, ma cel. Nie muszę już udowadniać swojej wartości – mogę ją przyjąć. Nie muszę żyć w lęku – mogę żyć miłością.

Wielkanoc to nie tylko wspomnienie wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. To zaproszenie do nowego życia – życia mocą miłości i zmartwychwstania.

Może warto dziś zatrzymać się i zapytać:
czy naprawdę wierzę, że jestem kochany aż tak?

I co by się zmieniło, gdybym zaczął żyć tak, jakby to była prawda?

Paulina Wysocka


ZOBACZ TEŻ:
1. #FranciszkańskieZamyślenie [1]: „Póki mamy czas, czyńmy dobrze!” Franciszkańska lawina dobra
2. #FranciszkańskieZamyślenie [2]: Ewangelia głoszona życiem
3. #FranciszkańskieZamyślenie [3]: Franciszkańskie ubóstwo dla każdego
4. #FranciszkańskieZamyślenie [4]: Być narzędziem pokoju
5. #FranciszkańskieZamyślenie [5]: O franciszkańskim poczuciu wartości
6. #FranciszkańskieZamyślenie [6]: Dobro, które nie szuka oklasków
7. #FranciszkańskieZamyślenie [7]: Nie mam nic, dlatego mam wszystko
8. #FranciszkańskieZamyślenie [8]: Mniej narzekania, więcej życzliwości